|
Indianka - koń sentymentalny Ewika
W zamierzeniu miało to być kilka zdań. Nie potrafię jednak opisać Indianki w kilku zdaniach.
Trudno jest mi wybrać cokolwiek do opisu Indianki. Wszystko co z nią związane było
niestandardowe, począwszy od zakupu. Dziadek w spadku zostawił mi pieniążki na konia :)
Tata jednak na zakup nie chciał się zgodzić. Indiankę upatrzyłam już sobie wcześniej.
W końcu Babcia, która gnębiło, że wola dziadka nie zostanie wypełniona (wyraźnie zaznaczył
w testamencie na co te pieniążki mają zostać przekazane) zadzwoniła do ojca mojej przyjaciółki
i kazała zawieźć się do stajni. Tam dokonała zakupu i jeszcze postawiła pół litra, czym ujęła
za serca Lilę i Grzesia (szefowie Liljówki, stajni z którą jestem związana już od wielu lat).
Zakup konia był utrzymywany w tajemnicy przed moim ojcem jeszcze przed jakimś miesiąc, po czym
tata został postawiony przed faktem dokonanym :) Nie mogłam niestety od razu korzystać z uroków
jazdy na Indii, gdyż niedługo przed zakupem złamałam sobie nogę :( Przez mniej więcej dwa
tygodnie patrzyłam, jak Kasia jeździ na moim koniku. Co przeżyłam to moje. Jak się nietrudno
domyśleć gdy tylko zdjęli mi gipsik szybko się odkułam.
Indianka okazała się być konikiem bardzo uważnym i pojętnym. Łapała wszystko w lot, mnie
czasem pozostawiając w tyle. Kochała skakać i wykorzystywała ku temu każda okazję. Jeśli
jazda miała się ku końcowi, popręgi były popuszczone, a wodze luźne, ja musiałam mieć się
na baczności. Jeśli na maneżu stała jakaś przeszkoda, Indii krążyła, robiła pochody i gdy
wystarczająco blisko podeszła.....siup! :)
Najpiękniejsze chwile przeżyłyśmy jednak w Piłce. Indii łaziła sobie po podwórku, zjadała
śniadanie i oglądała telewizję. Gdy wstawałam rano i wychodziłam na podwórko, a Indianka
podchodziła żeby oprzeć mi głowę na ramieniu i patrzyłyśmy sobie na wstające słońce, rosę
na pajęczynach...... myślę że były to najpiękniejsze chwilę w moim życiu. Zresztą to patrzenie
było kolejnym dziwactwem Indii. Nie widziałam tego u innych koni. Ona stawała, unosiła głowę
i zaczynała się wpatrywać w jakiś odległy punkt. To było bardzo charakterystyczne (Kasia
twierdziła, że gdy spojrzało się wtedy na nią wprost miała zeza, ale ja tam niczego takiego
nie zauważyłam...) Te chwile zadumy zdarzały się jej w różnych okolicznościach. Często
podczas terenu. Jechałyśmy sobie stępem i w pewnym momencie Indii stawał i patrzyła. To też
były bardzo miłe chwile.
Każdy kto Indii znał mówił, że to dziwny koń. Znajomy ze stajni, Loczek używał jej jako
środka transportu. Gdy w czasie imprezy już coś wypił, a napitek tudzież soczek się skończył,
Loko szedł do stajni, brał uwiąz przyczepiał uwiąż do kantara, wskrabywał się na Indii
(bez siodła i ogłowia) i mówił: Indianka jedziemy do sklepu. I jechali. Pod sklepem zsiadał,
zostawiał Indii pod sklepem, robił zakupy, wsiadał i mówił : Indianka wracamy. I wracali :)
Marcin, myślę, zapamiętał ją z powodu innej, dojść niezwykłej jak na zwierzę cechy - Indii
lubiła ogniska. Gdy rozpalaliśmy je w Piłce, przepychała się przed siedzących :), ustawiała
się bokiem do płomieni i zasypiała. Raz podczas drzemki postanowiła oprzeć się o siedzącego
nieopodal Marcina :)
Uznaliśmy też, że jest lepsza od niejednego psa obronnego. Pierwsze primo ;) - gdyby ktoś
chciał nas napaść w biały dzień, wystarczyło ja zawołać (przychodziła), powiedzieć coś
w stylu "broń" i myślę, że niejednego by wystraszył sam widok konia. Drugie primo :P - bardzo
żałowałyśmy, że nie zdarzyła się następująca sytuacja (a może się zdarzyła ?) - Indianka nie
miała zamykanej stajni i mogła nocą na podwórko wychodzić. Gdyby ktoś postanowił zakraść
się, niewątpliwie zaciekawiona jakimś dźwiękiem wyszłaby i obwąchała złodzieja. Teraz
postawcie się na miejscu tego biednego człowieka, którego nagle w ciemności zaczyna szturchać
jakieś wielkie "coś" :) - zawał gwarantowany (albo zwrot kosztów ;) Opory mieli też czasem
goście, którym w czasie posiłku koń próbował zajrzeć do talerza ^_^
Takich historii znam mnóstwo, nie zmieszczą się wszystkie. O tym jak Indii polowała i jakie
sztuki wyczyniała by weterynarzowi utrudnić czynności poporodowe można poczytać na Naszej
Szkapie do czego gorąco zachęcam.
Indii lubiła sobie wyjrzeć przez drzwi stajni. Żal jej było zostawiać sianko,
ale ciekawość kazała wyjrzeć:)
Żadna sjesta nie mogła przejść bokiem, bo a nuż coś będzie do zjedzenia?
Na zdjęciu najwyraźniej Indiance się poszczęściło:)
Zdjęcie bardzo Indiankowate :) - oni sobie telewizje oglądają, jedzą
jabłka, a ja się nudzę. Jabłkiem mogliby się podzielić. Hmmmmm czy ja się tu zmieszczę?
Indianka, jej synek i Aramis. W dniu przyjazd, gdy wszystko było jeszcze "trochę"
nieposprzątane. Koniom to nie przeszkadzało tak długo jak dostawały wieczorem duuużą
porcję siana.
Lubię to zdjęcie Indii. Co prawda nie udało mi się uchwycić "zapatrzenia",
ale zdjęcie robione chwilę po. Poza tym Indianka miała wtedy niezłą kondycję, jabłuszka
nawet na zadku jej wyszły :) Mięśnie miała takie, że kiedyś na jej zadzie złamałam sobie
paznokieć...
No, to ja na Indii... Indii w dobrej kondycji, i prawidłowo ustawiona głowa
(potylica najwyższym punktem), można więc pokazać.
Gdy ktoś kto jest mi światełkiem, gaśnie nagle w biały dzień
Niestety takie szczęście nie może trwać wiecznie... Indianka biega teraz po niebieskich
stepach... Wierzę, ze jeszcze ją spotkam i pogalopujemy jeszcze razem. Ale samotność to taka
straszna trwoga, ogarnia mnie, przenika mnie....
...bardzo Cię kocham, kocham Cię.
|